• Bioenergoterapia we Wrocławiu

  • Kilka dni temu na spotkaniu z koleżanką dużo rozmawiałam o naturalnych metodach uzdrawiania. Dyskusja była bardzo żywa. Każda z nas ma swoje doświadczenia zarówno z pracy z klientami, jak i z pracy nad sobą. W zasadzie wyszłyśmy od  sytuacji bioenergoterapeutów i aktualnego poziomu bioenergoterapii we Wrocławiu. Czym jest bioenergoterapia i jak wielu bioenergoterapeutów otworzyło się na nowe możliwości i włączyło do swojej pracy kolejne narzędzia naturoterapii i duchowości .

    Ale nie o tym chciałam pisać. Z Asią poznałyśmy się 18 lat temu w szkole terapii naturalnych. Jeśli dobrze pamiętam, była to jedna z pierwszych szkół przygotowujących naturo- i bioenergoterapeutów  we Wrocławiu, a może i w Polsce. Zaczęłyśmy wspominać wspólne początki, co nas tam przywiodło i jak zaczęła się nasza przygoda z uzdrawianiem…

    Pęd, tysiące spraw na głowie, kolejne zadania i sprawy do załatwienia, rodzina, praca, gonitwa myśli. Tempo życia jakie proponuje, a właściwie wymusza na nas współczesny świat, u wielu generuje coraz większy stres.  Za tym idzie niepokój, lęk, zmęczenie, w końcu odczucie wyczerpania czy też wypalenia. W takim momencie trudno mówić o dobrym samopoczuciu i jakiejkolwiek satysfakcji z życia, zarówno rodzinnego, jak i zawodowego. Potem pojawia się pierwsze przeziębienie, spada odporność. W najlepszym wypadku lądujemy z wysoką gorączką, która wymusza kilka dni odpoczynku i regeneracji w domowym zaciszu. Dobrze, jeżeli wszystko kończy się w ten sposób.

    Ten scenariusz nie jest mi obcy. Cóż, długo lekceważyłam pierwsze symptomy mojego ciała. Pomocy zaczęłam szukać późno. Oddzielona od samej siebie, od swojego ciała, nieugruntowana przemierzałam świat niczym żołnierz idący na bój. Ale z kim walczyłam?… Dzisiaj znam odpowiedź, ale w tamtym czasie była ona trudna do zaakceptowania. Walczyłam sama ze sobą, z tęsknotą swojej duszy, która pragnęła realizować się w zupełnie innych konfiguracjach i sytuacjach. A ja totalnie ślepa i głucha na jej ciche podszepty. Tylko czasami miewałam przebłyski, coś w rodzaju chwilowego przebudzenia. Na co dzień nieobecna, zaprogramowana, bezwolnie realizowałam zapisane wcześniej programy rodzinne, społeczne, genetyczne, które nie miały nic wspólnego z tym, co naprawdę chciałam robić w życiu.

    Moja postawa, brak zrozumienia, brak połączenia z moją wewnętrzną Istotą, lęk przed zmianą,  zaowocowały. Ale nie były to udane zbiory, niestety. Ciało i emocje wykorzystywały każdy możliwy moment, żeby mi zademonstrować mój stan. Psychologia i medycyna klasyczna okazały się bezradne. Musiałam poszukać pomocy w innym miejscu. W tamtym czasie, 18 lat temu był to nie lada wyczyn. Bioenergoterapia we Wrocławiu działała jakby „w podziemiu”. Nie tak łatwo było znaleźć bioenergoterapeutę. W końcu trafiłam na pierwsze w swoim życiu zabiegi bioenergoterapii. Bardzo szybko się przekonałam, że samo „ładowanie energią” przez drugą osobę nie wystarcza mi na długo. Mój stan poprawiał się na kilka dni, po czym ponownie, jak z balonu, uchodziło ze mnie życie. Nie dawało mi to spokoju. Trójka małych dzieci, praca na pełny etat, dom, ogród. Potrzebowałam energii do życia!!! To był moment wejścia w nowe, etap poszukiwania i mojej osobistej przemiany na wielu płaszczyznach i poziomach, czas odzyskiwania samej siebie i ponownego łączenia z tym co nieśmiertelne, z boską cząstką we mnie samej …

    Takie były początki i z tego co wiem, nie jestem w tym osamotniona ani jedyna. Dzisiaj swoim doświadczeniem i wiedzą, mając szeroki wachlarz możliwości, wspieram innych na ich drodze. Kiedy idziemy przez życie nastawieni na poznanie siebie, swojej prawdziwej natury, doskonalimy siebie i swoje ciało, wspieramy zdrowie. Otwarci na odzyskanie pełnego połączenia między swoją duszą i swoim ciałem zaczynamy wieść szczęśliwe życie i tego z całego serca wszystkim życzę.

    Anna Szurlej