• Kasia L.

  • Serię Masaży Tybetańskich u Ani Szurlej przeszłam na przełomie listopada i grudnia 2015 roku i choć od kilkunastu lat jestem na drodze duchowego rozwoju, uważam tę Ceremonię za jedno z najważniejszych wydarzeń mojego dotychczasowego życia.

    Niezwykłość Ceremonii Tybetańskiej (świadomie używam określenia ceremonia, bo według mnie zdecydowanie lepiej oddaje ono, to czego doświadczyłam podczas tych 14 spotkań) polega nie tylko na tym, że pozwala podejść do problemów (zarówno tych fizycznych, mentalnych, jak i emocjonalnych) całościowo i wielowymiarowo, ale przede wszystkim na tym, że wszystko co się ze mną działo było dostosowane do moich potrzeb oraz możliwości. Zadziało się tyle na ile pozwoliłam i tyle na ile byłam gotowa.

    Moje niezwykłe olśnienie, którego doświadczyłam podczas Ceremonii dotyczy ciała. Odkąd pamiętam nie byłam zadowolona z tego jak wyglądam. Podchodziłam do ciała dość instrumentalnie, próbowałam je odchudzać poprzez różnego rodzaju diety, głodówki i ćwiczenia. Oczywiście, dbałam o nie, karmiłam możliwie najlepszymi produktami, poddawałam masażom i innym przyjemnym zabiegom, ale uważałam je głównie za „ubranie” Duszy, dzięki któremu może Ona przebywać na Ziemi. Podczas Ceremonii uświadomiłam sobie i silnie poczułam, że Ciało to nie jedynie ubranie, ale niezwykły towarzysz mojej ziemskiej podróży. Mój najlepszy przyjaciel, który dba o mnie i chroni, czasem nawet przed samą sobą. Ciało to również dysk, na którym  zapisały się wszystkie wydarzenia, urazy, programy związane z wychowaniem oraz kulturą i religią, w której żyłam i żyję. Podczas Ceremonii wyraźnie poczułam usuwanie z pamięci Ciała niekorzystnych zapisów nie tylko z obecnego życia, ale również z poprzednich wcieleń i/lub żyć równoległych.

    Każdy negatywny zapis działa ograniczająco, hamuje rozwój, powoduje, że pewne zachowania i odruchowe reakcje powtarzamy wielokrotnie,  popycha nas do nałogów i niekorzystnych zachowań. Ceremonia pozwala pozbyć się ich wielowymiarowo. Nie znam bardziej skutecznej metody w tym zakresie, a wielu technik już próbowałam. Ceremonia odwirusowała mój życiowy dysk, a potem już tylko kroczek i wyrosły mi skrzydłaJ!

    Dzięki Ceremonii z mojego życia całkowicie zniknął alkohol (innych używek nigdy nie stosowałam). Po kilku tygodniach od Ceremonii powoli zaczęłam odstawiać gluten i cukier. Ciało stało się bardziej wrażliwe na smaki, zapachy i wyraźnie sygnalizuje jeśli coś mu nie służy. Pewnie zawsze sygnalizowało, tylko teraz ja zdecydowanie lepiej go słyszę i czuje. Dzięki Ceremonii stałam się silniejsza, spokojniejsza, bardziej osadzona w tu i teraz i bardziej pewna swojej mocy. Jam jest!

    Z Anią jako prowadzącą Ceremonię czułam się absolutnie bezpiecznie i w pełni zaopiekowana, zarówno podczas trwania serii spotkań, jak i po ich zakończeniu. Z całego serca polecam!

    Czas rozprostować skrzydła i pofrunąć 🙂 !

    Kasia z Warszawy