• Kasia D.

  • Już nie wstaję tak rano jak po masażach. Śpię najczęściej całymi nocami. Wstaję powoli, budzik dzwoni. Jedna drzemka, druga. Błogosławię każdy dzień z osobna. Proszę, aby był cudowny. Czasami, gdy na czymś bardziej mi zależy załączam to do intencji. Dziękuję za noc, za to, że żyję, że mogę kochać, że mam  kogo. Dziękuję, że jestem tu na Ziemi i grając w tę grę życiem zwaną, mam wsparcie. I wdzięczność za to, co jest tak oczywiste, za Życie.

    Przedtem było inaczej. Przedtem, czyli przed masażami tybetańskimi. Modliłam się o pomoc. Trzy miesiące później spotkałam Ciebie, Aniu 🙂

    A masaże? Nie wiem jakie będą dla innych. Dla mnie to koniec i początek wszystkiego. To trochę tak, że trzeba się rozłożyć na części, aby móc się zbudować na nowo. Tak więc jestem nowa. Szczęśliwa jak nigdy dotąd. Zakręcona (nadal- czasem). Bardziej pewna siebie. Pełna miłości i wiary.

    Sam proces uzdrawiania jest jak muskanie piórkiem po ciele i duszy. Tylko czasem, gdy dotyka ran, bólu lub programów, które mogą być uwolnione muskanie staje się inne, czasem zimne. Czasem bolące. Czasem łaskocze. Odczucia w ciele są intensywne lub delikatne, ale uczucie miłości, które wypełnia całą przestrzeń daje tak ogromne wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, że dzieją się cuda.

    Aniu, dzięki Twojej pracy oraz wszystkich wspaniałych istot, nauczycieli i aniołów dostałam nowe życie. I pamiętam o sobie. Bo to moja decyzja i upór spowodowały to, że jestem tu gdzie jestem i idę dalej. Zupełnie inną drogą niż kilka miesięcy temu.

    Dziękuję…